Menu

PRACOWNIA RĘKODZIEŁA - hand made by AR

Scrapbooking i inne pasje: ręcznie wykonane albumy, księgi gości, kartki, zaproszenia, winietki, zawieszki - wyjątkowe prezenty na każdą okazję! A także moja najnowsza pasja - córeczka Zuzanka i synek Roszko

U Zuzi na przewijaczku

rybk_a

przewijaczek1

Prawie dwa lata temu pokazywałm tu (klik) metamorfozę kupionej za grosze komody z przewijaczkiem dla naszej, wówczas jeszcze nienarodzonej, córeczki, gdzie z ogromnym brzuchem maluję mebel:) Najwyższy czas pokazać, jak przewijak prezentuje się na codzień w praktyce. Odpieluchowanie jeszcze przed nami, więc mebel jest w ciągłym użyciu, choć trzeba trochę uważać, by pupa wyrośniętej delikwentki zanlazła się jeszcze w granicach przewijaka:) Okazją do pokazania tego kącika, są też trwające bardzo powoli od jakiegoś czasu zmiany w naszej sypialni, mające na celu wydzielenie kącika dla Zuzi - być może za jakiś czas uda mi się pokazać więcej aranżacji tego minipokoiku. Tak więc zapraszamy w nasze skromne progi - proszę rozgośćcie się, przewijak jest u nas zawsze otwarty:)

przewijaczekW komplecie do rzeczonej komody z rozkładanym przewijakiem była nadstawka, której nie widać na zdjęciach z dawnego postu, gdyż z założenia nie mieliśmy z niej korzystać, więc jej nawet nie malowałam. Nadstawkę uważaliśmy za zbędną i niepraktyczną, przede wszystkim dlatego, że pozbawia przewijak możliwości składania, a ta właśnie funkcja bardzo nam się podobała. Jako niedoświadczonym noworodkowo przyszłym rodzicom wydawało nam się wielce naiwnie, że po przewinięciu dzieciaczka - siup! - będziemy składać przewijaczek, zyskując dodatkową przestrzeń - ha, ha!

przewijaczek2

Bardzo szybko życie zweryfikowało nasze bardzo optymistyczne wyobrażenia. Okazało się, że takiego "świeżaczka", jak mawia mój ślubny, przewija się lub przebiera CAŁY CZAS, a przynajmniej nam się taki trafił. Refluks, biegunka - w niektóre dni miałam wrażenie, że jestem przykuta do przewijaka. Czasami po jednym karmieniu trzeba było przebierać naszą córeczkę po pięciokroć! W takich chwilach bardzo chwaliłam sobie ten mebel, gdzie blat znajduje się na odpowiedniej wysokości i nie trzeba się schylać, by wykonać wszystkie te niezbędne i czasochłonne czynności pielęgnacyjne, tak więc mogę powiedzieć, że przewijak doskonale spełnia swoją rolę.

przewijaczek5Drugim powodem, dla którego składanie przewijaka okazało się nie mieć żadnego sensu, była ilość niezbędnych przedmiotów i przyborów, które się na nim gromadziły. Żeby złożyć przewijak, trzeba by było gdzieś poodkładać to wszystko wraz z pokładką, tylko gdzie?! Zapewniam, że świeżo upieczeni rodzice mają dość innych czynności o większym priorytecie do wykonania, by się nad tym zastanawiać.

Ilość rzeczy, jakie muszą być stale pod ręką w tym miejscu, również przerosła nasze najśmielsze wyobrażenia. I właśnie z tego ostatniego powodu przeprosiliśmy się z wyniesioną gdzieś w ciemne kąty piwnicy nadstawką. Każda półeczka na odłożenie czegokolwiek okazała się na wagę złota. Tak więc chociaż wersja beznadstawkowa podobała nam się o wiele bardziej, pomiędzy przewijaniem i karmieniem domalowałam wgramoloną z powrotem do chałupy nadstawkę, o zgrozo - już bez szlifowania!

Teraz już wiem, dlaczego w oryginale przewijak z nadstawką się nie składa! Bo albo jest przewijakiem, albo... nie jest. Po co więc w ogóle taka funkcja? Otóż po to, że jak już dziecię przewijaka potrzebować nie będzie, ściągamy nadstawkę, składamy przewijak, stawiamy nadstawkę na złożonym przewijaku i tak oto powstaje uniwersalny regalik na cokolwiek - książki, zabawki, ciuszki. Bardzo praktyczny mebel, trzeba przyznać, nie wiem, czemu od dawna Ikea ich już nie produkuje.

przewijaczek4

Przewijak pełen jest misiów i innej menażerii, by zająć czymś i zatrzymać choć na chwilę podczas niezbędnych czynności niecierpliwą wiercipiętkę, która wije się, odwraca, siada i staje, gdyż, jak się można łatwo domyśleć, przewijanie i ubieranie nie należą do ciekawych zajęć dla prawiedwulatki.

przewijaczek3

Poniżej komplet naszych najulubieńszych książeczek-zwierzątek. Kupiliśmy je kilka lat temu dla innej małej dziewczynki, po której odziedziczyła je nasza córeczka. To były pierwsze książeczki, które czytałam i pokazywałam Zuzi na dobranoc już od pierwszych miesięcy jej życia. To z nich nauczyła się, jak wyglądają zwierzątka i jakie wydają odgłosy. Wciąż są w nieustannym użyciu, a mała sama opowiada, co widać na obrazkach. Mają piękne ilustracje, są niedrogie i solidnie wykonane z twardego kartonu. Polecam dla maluszków: Króliczek..., Prosiątko..., Cielątko... i Jagniątko... wydawnictwa Olesiejuk w tłumaczeniu K. M. Wiśniewskiego. Najbardziej z całej serii kochamy cielątko, które szukało mamy, żeby dać jej prezent - słodkiego buziaka:)

przewijaczek6 przewijaczek7

Na zdjęciu obok przewijaka rozgościło się na wieszaku śliczne, uszyte specjalnie dla Zuzi nosidełko. Przepiękne nosidła ergonomiczne mei tai marki woolloomooloo, uszyte przez Marysiowąmamę podziwiałam długo na jej blogu, nie mając pojęcia, że kiedyś będę miała kogo w takim nosić. Kiedy byłam w ciąży od razu zgłosiłam się do przesympatycznej Marty w celu uszycia nosidła, która uświadomiła mnie, że lepiej poczekać z mei tai, aż dziecko zacznie stabilnie siedzieć, a do tego czasu stosować chustę. Ponownie zgłosiłam się więc do niej, gdy Zuza kończyła pół roku. Niestety, jeszcze nie siedziała, ale ja nie mogłam się doczekać spełnienia mojego marzenia. Ponieważ nosidełko musiało być WYMARZONE, nie byłam łatwą klientką i pewnie Marysiowamama nie wspomina najlepiej naszej współpracy:) Koniec końców, by jakoś zwizualizować moje wyobrażenia, wykonałam naprędce i przesłałam taki oto niestaranny i niewyraźny szkic:

przewijaczekmeitaiszkicTo, co otrzymałam, przeszło moje oczekiwania, nosidełko jest idealne! Więcej jego zdjęć można zobaczyć na blogu autorki, o tutaj (klik). Moje nosidełko musiało zauroczyć też inne mamy, bo widziałam, że powstało potem sporo dziewczynkowo-domkowych mei tai woolloomooloo. Cieszę się, że mogłam być inspiracją:)

przewijaczekmeitaiJednak Zuzia jeszcze dłuższy czas nie potrafiła siedzieć samodzielnie, więc używałam nosidełka sporadycznie na krótkie wyjścia, żeby nie zaszkodzić jej rozwijającemu się kręgosłupkowi. A jak już zaczęła siedzieć, to szybko zrobiła się za ciężka dla mnie, by nosić ją z przodu, a umieszczenie jej i wiązanie z tyłu okazało się dla mnie nie lada wyzwaniem. Tak więc bardzo szkoda mi, że tak wyjątkowo piękne nosidełko marnuje się u mnie wisząc bezużytecznie jako dekoracja, może jeszcze jakaś inna mama z niego skorzysta? Choć jest moim spełnionym marzeniem, dojrzałam do tego, by przekazać je w inne ręce, jeśli znajdzie się chętny.

A poniżej zdjęcia archiwalne - przewijak tuż po moim powrocie z córeczką ze szpitala do domu. Było to 30 grudnia 2011 roku, Zuzia liczyła wówczas całe trzy dni życia:) Ach, łezka się kręci na te widoki, podobnie jak niespełna dwa lata temu! Na poniższym zdjęciu zarówno ja mam je w oczach, jak i robiący zdjęcie mąż:)

przewijaczek2011a

Po traumie i niewygodzie szpitala marzyłam o tej chwili powrotu do domu, a warunki mieszkaniowe, w tym przede wszystkim przewijaczek, na którym wreszcie będę mogła rozłożyć niezbędne przedmioty i wygodnie przewinąć i przebrać dziecko, wydały mi się luksusowe! Naprawdę, uwierzcie mi, tęskniłam za tym meblem przez długie szpitalne 3 dni po cc!

  przewijaczek2011c przewijaczek2011 przewijaczek2011b

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

© PRACOWNIA RĘKODZIEŁA - hand made by AR
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci