Menu

PRACOWNIA RĘKODZIEŁA - hand made by AR

Scrapbooking i inne pasje: ręcznie wykonane albumy, księgi gości, kartki, zaproszenia, winietki, zawieszki - wyjątkowe prezenty na każdą okazję! A także moja najnowsza pasja - córeczka Zuzanka i synek Roszko

"Babciu, babciu, coś Ci dam..." - czyli rękodzieło z dwulatką

rybk_a

dzienbabciidziadka3Babciu, Babciu, coś Ci dam,
jedno serce, które mam,
a w tym sercu róży kwiat.
Babciu, Babciu, żyj sto lat.

Zuzia potrafi powiedzieć ten wierszyk, ale jak przychodzi co do czego, to jej się nie chce... Dla naszych kochanych babć i dzadków wykombinowałyśmy więc bardziej namacalne serca. Jak stworzyć rękodzieło z dwulatką i nie zwariować? Poczytajcie o naszych perypetiach!

dzieĹ?babciidziadka7

Rękodzieło z małym dzieckiem? Hmm... Kojarzy mi się z wielkim bałaganem, przygotowaniami, zaangażowaniem ze strony rodzica i frajdą dla dziecka ogromną, acz... raczej krótkotrwałą. A jak było u nas? Często rysujemy, czy (zdecydowanie rzadziej) lepimy dla samej przyjemności, ale tym razem, po raz pierwszy z resztą, miało powstać COŚ, konkretny prezent. Zdaje się, że fakt ten trochę nas obie onieśmielił...

A było to tak: najpierw wycięłam szablon serca, potem odrysowałam ołówkiem na kartkach. Zuza kolorowała je z zapałem. Miałyśmy do wykonania aż pięć serduszek, więc pierwsze wypadło najstaranniej, kolejne już były maźnięte raczej od niechcenia. Zu zwierzała się telefonicznie jednej z babć, że rysuje dla niej "serducho", ale "jeszcze nie gotowe":) To była najprzyjemniejsza i najszybsza część pracy.

dzieĹ?babciidziadka1 dzieĹ?babciidziadka2Pokolorowane serduszka okazały się fajną zabawką. Można było je oglądać, układać i składać w przeróżne kształty w różnych częściach mieszkania:) Nadszedł jednak czas oprawienia serduszek w jakąś zgrabną całość. I tu chyba przesadziłam z formą, choć i tak wydaje mi się skromna. Ale po kolei.

Naklejałyśmy serca na kolorowe kartoniki. Zuzia siedząc mi na kolanach "pomagała" prowadzić końcówkę z klejem... Chyba nie muszę pisać, jak trudne w takiej konfiguracji stało się to zadanie. Potem paluszkami wygładzała krawędzie, żeby dobrze przyległy do kartonika.

Następnie wycinanie ozdobnymi nożyczkami - praca typowo dla mamy, a dziecko tak bardzo chce "pomóc", że wszystko trwa trzy razy dużej. Przypominam, że mamy do zrobienia aż pięć serduszek - dużo za dużo, jak na jeden raz...

W dalszej kolejności wyciągnęłam moje pudełka z kwiatkami i córka wybierała kwiatki do przyozdobienia serc. Potem w ruch poszło pudełko z guzikami i wybierałyśmy guziki. To był błąd! Obok guzików, były tam maleńkie opakowania drobniutkich koraliczków... - można się łatwo domyśleć, co się z nimi stało... Pewnie jeszcze przez kilka tygodni pojedyncze sztuki będą się nam kulały pod nogami.

Przyklejanie kwiatków i guziczków szło opornie. Potrzebny jest mocny klej i chwila przytrzymania, więc paluchy obklejone totalnie, a dziecku ze względu na chemię i niezmywalno-niespieralne właściwości kleju, pozwolić niestety nie można.

Aby serduszko było sztywne i otwierało się, jak kartka, potrzebowałyśmy pięciu bardzo sztywnych kartoników. Składanie na pół (Zu wyrównuje krawędzie), przyklejanie serc, wycinanie... Uff, najważniejsza część pracy za nami, ale to przecież jeszcze nie koniec!

dzieĹ?babciidziadka4 dzieĹ?babciidziadka6

Na tym etapie zastał nas późny wieczór, ja miałam już tego serduszkowania po dziurki w nosie, a tymczasem należało czym prędzej wdrożyć procedurę: "kaszka-kąpiel-książeczka-mleczko mamy-sen". Byłam przekonana, że już sama zostanę z Zuziowymi laurkami podczas snu córki. Wystarczyło wszak "tylko" przygotować, wydrukować, wyciąć, podkleić, znowu wyciąć i ostatecznie przykleić napisy; przygotować, wydrukować, wyciąć, podkleić, znowu wyciąć i ostatecznie przykleić zdjęcia; przygotować, wyciąć i przykleić życzenia,  powycinać i poprzyklejać listeczki... i koniec! Nareszcie! Może jest nadzieja, że do północy zdążę! Rano przychodzą dziadkowie i serduszka będą gotowe do wręczenia. Hurra!!!

Tymczasem nieoczekiwanie procedura utknęła na przedostatnim etapie ("mleczko mamy") i - mimo późnej godziny - za nic nie chciała posunąć się dalej. Ku mojemu przerażeniu, pomimo upływającego czasu, ostatni etap - "sen" - był wciąż nieosiągnięty... Uuu... Tym samym mój precyzyjny i jakże optymistyczny plan ostatecznie runął w gruzach. O godzinie 23 skapitulowałam i wypuściłam na wolność małą oportunistkę, która biegała, śpiewała, recytowała wierszyki i chrupała chrupki. A kartki dla dziadków wciąż leżały niegotowe:(

Cóż było robić? Zasiadłam przed komputerem ze wspinającą się po mnie córą i jedną ręką usiłowałam napisać proste napisy na kartki, co rusz poprawiając i wracając do programu na skutek przyciskanych przez Zuzę klawiszy... Jakimś cudem udało mi się po dłuższym czasie sklecić napisy i życzenia. Drukowanie jakoś się zawieszało, potrzebna była pomoc męża. W międzyczasie wycinałam dziurkaczem listki, a Zuza momentalnie miętoliła je w łapkach... Towarzyszyła mi dzielnie i "pomagała" niemal do końca wszystkich laurkowych czynności. Tylko gotowe, podklejone zdjęcia wklejałam już sama około 2 w nocy.

Ostatecznie Zuzia z wielkim trudem zasnęła po 1 w nocy... Obudziła się na mleczko około czwartej i ssała jakąś godzinkę, po czym wstała około 8 rano (witając dzień mleczkiem oczywiście), a po 9 radośnie wręczała kartki przybyłym dziadkom. Ciekawi Was, czy spała tego dnia w dzień? Nie, nie spała, jak zwykle. A następnego wieczoru, zamiast paść jak kawka, zasnęła dopiero po 23. To nie dziecko, to chyba cyborg:)

dzieĹ?babciidziadka5dzieĹ?babciidziadka

Wnioski z naszych perypetii mam następujące:

Rękodzieło z małym dzieckiem? Tak, jak najbardziej, szczerze polecam! Jeśli tylko masz dużo czasu i cierpliwości, oraz przygotujesz się do tego odpowiednio. U nas, z racji mojego wrodzonego niezorganizowania, ten ostatni warunek kulał najbardziej. Idealnie byłoby mieć dokładnie przemyślany (i nieskomplikowany!) projekt tego, co chcemy zrobić, w głowie, oraz wcześniej przygotowane wszystkie niezbędne materiały i narzędzia. Taaak, łatwo powiedzieć, tylko kiedy to wszystko zrobić, jak się ma małe dziecko? Ja improwizowałam totalnie i na bieżąco szukałyśmy wszystkiego, każdej duperelki, przegrzebując szuflady i pudła. Córka miała przy tym sporo frajdy (bezkarne obmacanie maminych przydasi i zbiorów - bezcenne!), a mama... jakby dużo mniej... Mimo wszystko już myślę, o jakichś wielkanocnych "rękoczynach" z córą:)

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [manieczka111] *.adsl.inetia.pl

    Prawdziwe rękodzieło z Zuzią. Ale z Was nocne marki :D Pozdrawiam. A

© PRACOWNIA RĘKODZIEŁA - hand made by AR
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci