piątek, 06 kwietnia 2012
Smutne wydarzenia rodzinne sprawiły, że tegoroczna Wielkanoc i chrzciny naszego pisklątka nie będą niestety czasem tak radosnym, jak się zapowiadał, a raczej okazją do zadumy nad życiem i śmiercią. Tak się układa w moim życiu, że największym radościom towarzyszy cierpienie. Podobnie było niemal czternaście lat temu, w dzień naszego ślubu. Zanim dotarła do mnie wiadomość, wydziubdziałam nocą i wysłałam nazajutrz kilka kartek wielkanocnych z naszym osobistym pisklątkiem w roli głównej, wewnątrz wpisując cytat pieśni: "w Jego śmierci życia dar" Właśnie minął rok, odkąd w naszej rodzinie zaistniało nowe życie, zeszłoroczne Święta Wielkanocne spędziliśmy jednak jeszcze w zupełnej nieświadomości tego cudu. Życzę wszystkim zaglądaczom błogosławionej Paschy, mądrych przemyśleń i pięknych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, spędzonych w gronie tych, których kochacie. Jeszcze raz przepraszam wszystkich tych, którzy nie doczekują się odpowiedzi na listy z mojej strony. Naprawdę nie daję rady, pisklątko wciąż nieustannie piskorzy się i piska.
wtorek, 03 kwietnia 2012
Tylko dlatego, że kilka dni była u mnie mama, zdołałam z wielkim trudem, wśród karmienia, kołysania i utulania, na ostatnią chwilę wykonać kilka zaproszeń na chrzest mojej córeczki. Jej wielki dzień już w Poniedziałek Wielkanocny. To jedyna rzecz jaką do tej pory dla niej zrobiłam i pierwsza od wielu tygodni nieklejenia. Jak widać wyszłam trochę z wprawy po tak długim czasie, ale najważniejsze, że goście będą mieć niepowtarzalną pamiątkę. Na zdjęciu oczywiście Zuzanna we własnej osobie, jakby ktoś nie poznał:) Gdyby ktoś zastanawiał się, gdzie się podziałam... Uprzejmie donoszę, że: ... nieustannie karmię, noszę, utulam, kołyszę, zmieniam pieluszki i ulane ubranka, piorę. Mój słodki cukiereczek jest niestety dość skomplikowany w obsłudze, gdyż od urodzenia nie omijają go typowo niemowlęce problemy i wciąż na coś cierpi biedactwo, a mamusia razem z nim oczywiście. Ale - jak to na zdjęciach widać - uśmiechu i radości też nie brakuje, więc nie narzekam, obie trzymamy się dzielnie i cieszymy się każdym lepszym dniem. Z tego miejsca niniejszym przepraszam raz jeszcze za brak kontaktu i nieodpisane listy, zapytania itd. Niestety doba ma tylko 24 godziny i nie chce mieć więcej, a przy cierpiącym maluszku czas ucieka w zawrotnym tempie. Włączenie komputera jest więc ostatnią rzeczą, o jakiej ostatnio myślę. Mam nadzieję, że wszystko się wkrótce unormuje i będę mogła zaglądać tu częściej. Zuzia skończyła już 3 miesiące, a więc pierwszy kwartał roku już za nią. Minęło jak jeden dzień. Ani się obejrzę, jak wyprowadzi się z domu:) A tym czasem nadeszła wiosna, a wraz z nią moje kolejne urodziny. Po raz pierwszy w życiu z tej okazji zostałam niemalże obsypana kwiatami, ulubionymi tulipanami. Odwiedziła mnie nawet poczta kwiatowa z powyższym bukietem od mojej mamy. Najpiękniejszym prezentem był oczywiście uśmiech córeczki. Kwiaty już zwiędły, pogoda też się popsuła, ale wiosenny nastrój trwa, bo Zuziolek uśmiecha się każdego ranka:) Choć później to już różnie bywa niestety... Pozdrawiam wiosennie i obiecuję, że wracam niebawem.
środa, 01 lutego 2012
Przepraszam za wszystkie nieodpisane maile i brak kontaktu! Postaram się nadrobić zaległości, jak tylko znajdę chwilkę:)
piątek, 06 stycznia 2012
poniedziałek, 26 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011
W ramach przygotowań do przyjścia na świat potomkini, ponad 3 miesiące temu, z pomocą znanego serwisu aukcyjnego, nabyliśmy za niewielką kwotę używaną drewnianą komódkę z rozkładanym przewijakiem. Pierwotnie prezentowała się mniej więcej tak, jak to widać poniżej. Okazało się, że wszystkie prowadnice szuflad są pozbawione rolek. Ślubny dosyć sprawnie kupił i wymienił wszystkie, przez co wartość komody wzrosła dwukrotnie:) Od początku miałam jednak plan przemalowania jej, ale wciąż były inne rzeczy do zrobienia. Myślałam, że przed rozwiazaniem już się nie uda, ale w końcu któregoś wieczoru Ślubny przeszlifował, a nocą wreszcie pomlowałam. Przecierki zaordynował Ślubny, no to są, ja obstawiałam bardziej gładki efekt. A tu już komoda w trakcie prac:) Szczerze wierzyłam, że uda mi się upchać w tych szufladach większość dzidziusiowego majdanu... Oj, jakaż byłam naiwna! Taki mały człowieczek, a tyyyle tego wszystkiego:)
poniedziałek, 19 grudnia 2011
... raz jeszcze, czyli znane i lubiane czerwone motywy, w myśl zasady, że podobają nam się te piosenki, które już znamy:) Księga gości w formacie A4, zawiera 20 kart. Brązowy tusz i brzegowe dziurkacze ze scrap.com.pl.
sobota, 10 grudnia 2011
Adwent w wielu domach wypełniony jest zapachem przygotowywanych świątecznych potraw, pieczonych pierniczków. Nie gotuję i nie piekę, ale lukrowane pierniczki owszem, zrobiłam. Posłużą jako zabawne kartki świąteczne, przeznaczone głównie dla dzieci. Najpierw powstał On - Ciastek, pierniczkowy ludzik. Ponieważ jednak mądra księga mówi, że nie jest dobrze być człowiekowi samemu, a przecież nie jest wykluczone, iż dotyczy to również piernikowych ludzików, stworzyłam mu odpowiednią dla niego towarzyszkę. Tak powstała Ona - Ciastkowa, wielkooka żona Ciastka. Od razu zapałali do siebie sympatią... ... która przerodziła się w wielką miłość. Dla jej uczczenia stworzyłam piernikowe serce. Aby para miała gdzie zamieszkać, pojawił się też pierniczkowy domek. Świątecznie udekorowany, rzecz jasna. Śmiałam się, że teraz powinnam dorobić im dzieci, na co Ślubny orzekł, że tym już powinni zająć się sami. No i tak już zostało. Do wypieku pierniczkowych kartek użyłam brązowego tuszu ze scrap.com.pl.
***
Nasz osobisty adwent rozpoczął się w tym roku wyjątkowo wcześnie, bo już w kwietniu. Ten właściwy Adwent jest zaś jego ukoronowaniem, ostatnimi tygodniami oczekiwania jednocześnie na Dzieciątko Jezus, jak i nasze własne. Najprawdopodobniej tuż po Bożym Narodzeniu, w dzień po świętach, przyjdzie na świat nasza córeczka.
wtorek, 08 listopada 2011
... choć niewątpliwie piękna, łatwa nie jest: bezsenne noce, senne dni. Dzieciątko chyba odziedziczyło uwielbienie do nocnej aktywności po rodzicach i nad ranem bryka najchętniej, z upodobaniem testując stopień rozciągliwości moich powłok brzusznych i atakując pęcherz. Zaręczam, iż w takich warunkach wewnętrznych sen jest wykluczony. Już jakiś czas temu musiałam zaprzyjaźnić się z ciśnienomierzem, glukometrem i dietą, choć do tej pory na myśl, że muszę kłuć się samodzielnie i wytaczać krew własną 4 razy dziennie, robi mi się słabo, a życie bez słodyczy i owoców wydaje się smutniejsze. Chory kręgosłup nie wytrzymuje dźwigania dodatkowych kilogramów boleśnie dając o tym znać. Nawet po mieszkaniu ledwo już dreptam, a po tym jak ostatnio (wracając od lekarza!) niemal nie spadłam z nieoświetlonych schodów i - usiłując za wszelką cenę w ostatniej chwili złapać równowagę - chyba naciągnęłam sobie jakieś ścięgna, nie jest lepiej. Najprostsze czynności, jak chociażby wkładanie butów, czy przewrócenie się w łóżku na drugi bok, wymagają nie lada wysiłku i gimnastyki. Dni coraz chłodniejsze, a ja kompletnie nie mam w co odziać nie tylko naturalnie nieustannie rosnących krągłości, ale, co gorsza, baloników, jakie wyrosły mi na nogach w miejscu zgrabnych stópek. Już od miesięcy nie mieszczę się nawet w domowych kapciach, kupione spodnie ciążowe już dawno są za małe, a pożyczone też stały się ciasne. Propozycje mody ciążowej z czasopism dla przyszłych mam drażnią mnie nieprzeciętnie, bo nie mam najmniejszego pojęcia, w jakiż to nadprzyrodzony sposób te wszystkie panie ze zdjęć wciskają na siebie rajstopki i zgrabne pantofelki??? Cuda jakieś, czy cóś? Dla mnie jedynym ratunkiem są o trzy numery za duże i kompletnie rozsznurowane adidasy. Dedykowane sklepy daleko, a jak już uda się do nich dokulać, to najczęściej okazuje się, że królują tam ciuchy w rozmiarach w sam raz na ciężarne anorektyczki, w wygórowanych cenach na dodatek . Mając na uwadze, iż ledwo radzę sobie ze skapetkami, założenie rajstop z całą pewnością przekracza moje fizyczne możliwości, więc ten zakup, jako zbędny, zupełnie sobie darowałam. Od dawna planowaliśmy w końcu po kilku miesiącach odwiedzić rodziców w nadchodzący długi weekend, ale raczej nic już z tego nie wyjdzie. Córeczka stanowczo protestuje, rozdając siarczyste kopniaczki przy każdym dłuższym siedzeniu i na każdej dziurze w drodze, podobnie jak mój obolały kręgosłup. Nie narzekam jednak, mając nadzieję na szczęśliwe i terminowe rozwiązanie. Co więcej, chciałabym doczekać w tymże stanie Nowego Roku, a nuż się uda dogadać z Zuzanną w tej kwestii? To już tak niedługo, a u nas wszystko w proszku. Tyle rzeczy do zrobienia, wykończenia, dokończenia, kupienia. Cóż, z czym zdążymy, a z czym nie, okaże się w praniu. Na szczęście od czasu do czasu udaje się odnaleźć nieliczne chwile wytchnienia, jak ta sobotnia, uwieczniona na powyższych zdjęciach, by oderwać się trochę od codzienności, wyrwać się z czterech ścian, odetchnąć śieżym powietrzem, rozprostować kości, złapać ostatnie promienie słońca, poszurać w liściach... Oby więcej takich momentów. Zdjęcia komórką cykał głównie ślubny, kilka ujęć pochodzi też z mojego telefonu. Jedno z własnoręcznie wykonanych ujęć zgłaszam do aktualnej fotoGRY w Art-piaskownicy. Pozdrawiam jesiennie podwójnie.
niedziela, 06 listopada 2011
Kartka-ramka-podziękowanie czyli 3w1. Duża karta w pastelowych odcieniach formatu zeszytowego z miejscem na wklejenie zdjęcia w roli głównej. Usiłowałam uzyskać efekt bałaganu, ale - odwrotnie jak w mieszkaniu czy na stole - nie bardzo mi się to udaje:) Brązowy tusz i część ćwieków ze scrap.com.pl.
poniedziałek, 24 października 2011
Moja kartka w kształcie dziecięcych bucików spodobała się i miałam przyjemność "uszyć" kolejne kapcioszki dla maluszka:) Bardzo je polubiłam. Tym razem ciut cieplejsze kolorystycznie wyszły. Preparat szklący i brązowy tusz ze scrap.com.pl. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
ABY ZAMÓWIĆ KARTKĘ, ZAPROSZENIA, ALBUM, KSIĘGĘ...
Napisz do mnie!
Moje galerie
Odwiedzam
Przydatne
Wnętrza
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone. Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie zdjęcia, teksty i prace są mojego pomysłu i autorstwa. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie.
Zachcianki
Tagi
|